czwartek, 4 maja 2017

LBA #1 i #2

Dziś zamiast miniaturki... będzie LBA... to jest pierwsze i drugie LBA na tym blogu!!! Bardzo dziękuję Viks i Love Hunger Games za nominowanie mnie :D
Wiem, że byłam nominowana lata świetlne temu, ale... brak czasu, brak czasu i jeszcze raz brak czasu.

Oto pytania i odpowiedzi:


1. Czy istnieje książka/film, która zmieniła Twoje życie lub pogląd na określony temat?

Tak naprawdę... każda książka, którą czytam w jakiś sposób mnie kształtuje. Pomaga mi zrozumieć kilka spraw lub ukształtować mój pogląd na dany temat. Żadna książka jednak nie zmieniła mnie kompletnie. Mam swoje zdanie na wiele tematów i nic i nikt nigdy nie zmieni moich poglądów. Książki są jedynie kierunkowskazem, który wskazuje mi nad czym jeszcze powinnam się zastanowić.
  
2. Który książkowy/filmowy świat uważasz za najlepiej wykreowany?

Hmmm... szczerze powiedziawszy pierwszą książką o jakiej pomyślałam jest seria o Harrym Potterze. Myślę, że to dlatego, iż świat Harry'ego jest chyba najbardziej rozwinięty... sami rozumiecie... Pottermore i internetowa Tiara Przydziału, tyle ciekawostek ujawnionych w wywiadach... tyle lat minęło od wydania tych książek, a akcja w świecie Harry'ego nadal trwa... to jest niesamowite i myślę, że można uznać to za najbardziej rozwinięty świat. Jednak... po dłuższym zastanowieniu stwierdzam, że to nie świat z Harry'ego jest najlepiej wykreowany, a świat, który stworzył Geroge R. R. Martin we wspaniałej serii Pieśń Lodu i Ognia. Po pierwsze... niezwykle trudne jest stworzenie fantastycznego świata od podstaw... zasad jakie tam panują, istot, które tam żyją... naprawdę to okropnie trudne, a jeśli już się uda to trzeba umieścić tam bohaterów, a to... również nie należy do najłatwiejszych zadań, bo trzeba zadbać o to, żeby bohaterowie byli jak najbardziej realni, czyli aby byli w odcieniach szarości, a nie jak to jest w wielu utworach, gdzie bohaterowie są albo dobrzy, albo źli... bo przecież ludzie nie są albo całkowicie źli albo całkowicie dobrzy... są po prostu szarzy i dokładnie tacy bohaterowie są w Pieśni Lodu i Ognia. 
Znaczy nie zrozumcie mnie źle... kocham Harry'ego i naprawdę podziwiam J. K. Rowling, bo stworzenie zasad panujących w świecie magii musiało być ogromnie trudne, ale uważam, że świat wykreowany przez George'a R. R. Martina jest jednak wykreowany nieco lepiej...

3. Posiadasz ulubionego pisarza? Jak tak, to kogo i dlaczego?

Tak i jest nim George R. R. Martin. Dlaczego? Dlatego, że jest to GENIALNY pisarz, który ma wielką wyobraźnię, a jego książki są naprawdę fantastyczne. Poza tym uważam również, że jest niezwykle ciekawą osobą, a jego słowa bardzo często zachęcają nas do myślenia, co jest niezwykle ważne.
Poza George'm R. R. Martinem moją ulubioną autorką jest J. K. Rowling, nie tylko dlatego, że stworzyła jedną z moich ukochanych serii, ale także przez to, że jest ogromnie inspirującą osobą, bo pomimo wielu trudności ona nigdy się nie poddała, co więcej teraz pomaga wielu ludziom.

4. Co sądzisz o ekranizacjach książek? Są jakieś, które uważasz za idealnie odwzorowane lub jakieś, które całkowicie odbiegają od papierowych wersji?

Lubię oglądać ekranizacje, ale ciężko się o nich wypowiedzieć ogólnie... niektóre są na poziomie niemal równym książce, inne potrafią nawet być lepsze od papierowego pierwowzoru, inne za to mogą tak zniszczyć historię, że człowiek patrząc na książkę czuje obrzydzenie do tego co śmie się nazywać jej ekranizacją. Są filmy, które są odwzorowaniem książki niemal w 100% ale są też takie, które tak bardzo odbiegają od historii ukazanej w książce, że nazywanie ich ekranizacją powieści jest wręcz nie na miejscu. Wiele książkowych ekranizacji bardzo mi się spodobało i oglądałam je nie raz, a do innych nie zamierzam powracać. Mimo wszystko... bardzo cieszę się, gdy powstają ekranizacje różnych powieści, gdyż dzięki temu niektóre niedocenione historie mogą zaistnieć, bo bądźmy szczerzy... wiele książek zaistniało tylko dlatego, że powstały filmy na ich podstawie...  

5. Jakie jest Twoje największe marzenie? 

Mam ogromnie duuuużo marzeń. Bardzo zależy mi na przykład na spotkaniu swoich idoli, dostaniu się na wymarzone studia, na wydaniu własnej książki (nad którą pracuję)... to tylko takie marzenia na teraz... w sensie, że takie, które może udać mi się spełnić w jakieś trzy lata :D No z książką jeszcze może będzie trzeba trochę poczekać XD 

6. Jest jakaś książka/film, którą przeczytałaś z czyjegoś polecenia i zupełnie nie przypadła ci go gustu?

Tak, są takie książki i filmy :D 

7. Jaka jest Twoja ulubiona para fikcyjna, którą najbardziej shippujesz?

Stydia (Teen Wolf) i Tristan i Cecile (Trylogia Klątwa) no i w sumie Connor i Risa (Podzieleni)

8. Ulubiony cytat i dlaczego?

"Wanting to be someone else is a waste of the person you are" słowa Kurta Cobaina, bo są niezwykle prawdziwe i dzięki nim można zrozumieć jak ważne jest bycie sobą.

9. Ulubiony czarny charakter?

Myślę, że nie będzie to zaskoczeniem jeśli powiem: Snow. Czemu? Jest on potwornie przebiegły, sprytny i inteligentny.

10. Co musi mieć w sobie książka/film, aby stać się Twoją ulubioną?

Musi być dobrze napisana, przedstawiać interesującą historię i mieć bohaterów z krwi i kości, którzy naprawdę mogliby istnieć, wiecie... z wadami i zaletami

11. Jakie posiadasz hobby oprócz czytania i pisania? 
Rysuję :) 

A teraz pytania od Love Hunger Games

1. Wolisz koty czy psy?

Psy i koty... kocham te zwierzaki i nie potrafię wybrać... jednak... jestem posiadaczką trzech czworonożnych przyjaciół i każde z nich jest psem... myślę, więc, że w ostateczności wybrałabym psy :D

2. Co skłoniło Cię do założenia bloga?

Z racji tego, że jest to mój kolejny blog to napiszę co skłoniło mnie do założenia akurat tego jednego, konkretnego bloga.
Odpowiedź nie będzie zbyt długa, ale... 
Zaraz po przeczytaniu Harry'ego Pottera naszła mnie ochota na napisanie jakiejś miniaturki, która będzie związana z tą serią. Napisałam pierwszą część Listów i stwierdziłam, że nadaje się do opublikowania. Wówczas pojawiło się pytanie "Gdzie to opublikuję?" Stwierdziłam, że założę nowego bloga właśnie z miniaturkami :D

3. W jakim województwie mieszkasz?
Mazowieckie :D 

4. Skąd pomysł na bloga?

To opisałam już trochę wyżej... po prostu miałam pomysł na jedną miniaturkę, ale... po jakimś czasie stwierdziłam, że pisanie miniaturek jest ciekawym zajęciem i postanowiłam napisać ich więcej :)

5. Odkryłaś  u siebie talent do pisania czy może go szlifowałaś?

W sumie to... nawet nie wiem czy mam jakiś talent. Talent to predyspozycja do czegoś, dzięki talentowi łatwiej nam nauczyć się pisać, ale... wcale nie jest do tego potrzebny. Można przecież nauczyć się pisać, gdy nie ma się do tego talentu, ale jest się po prostu upartym i zdeterminowanym.  

6. Ulubiona potrawa?

Kocham... krewetki XD

7. Ulubiona książka?

Hmmm... mam kilka ulubionych serii. Oczywiście Harry Potter, Igrzyska Śmierci, Trylogia Klątwy, Podzieleni, Dotyk Julii. Z pojedynczych książek to Love, Rosie i Był sobie pies :D

8.Co robisz w wolnym czasie oprócz pisania?

Myślę, że warto zaznaczyć, że tak na dobrą sprawę pojęcie "czas wolny" jest mi kompletnie obce od początku września i... już prawie zapomniałam jak to jest mieć czas wolny. Jednak, gdy go mam baaaaaaaardzo dużo rysuję i czytam :D

9. Byłaś kiedyś za granicą?

Tak, niejednokrotnie wyjeżdżałam tam na jakieś wycieczki i raz na wakacje. Są to jednak państwa, sąsiadujące z Polską. Na dalszej wycieczce niestety jeszcze nigdy nie byłam.

10. Matematyka czy Angielski?

Ciężko mi wybrać, bo uwielbiam obydwa te przedmioty. Jednak chyba angielski lubię trochę bardziej :D

11. Ulubiona księgarnia/ biblioteka?
Empik... nawet nie wiem czemu. Po prostu lubię Empik XD



Dobrnęliśmy już do końca pytań i odpowiedzi. Ja na razie nie nominuję nikogo, bo wiele blogów, które czytam już były nominowane.
_________________________________________________________________________________


Moi drodzy, czytelnicy (mam nadzieję, że nadal czytacie tego bloga)... na początku powiem, że ogromnie przepraszam za tak potwornie długą przerwę. Obiecuję, że się poprawię i już wkrótce wstawię nową miniaturkę :) 

środa, 9 listopada 2016

Finnick i Annie — Urodziny

Otwórz oczy. Zamknij oczy. Otwórz je znów. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Jesteś bezpieczna. Nic ci nie grozi. To tylko przeszłość. To tylko duchy dawnych lat. To tylko wspomnienia. Jesteś bezpieczna. Nic ci nie grozi. Wdech. Wydech. Zamknij oczy. Otwórz je jeszcze raz. Popatrz na NIEGO. ON ci pomoże. ON jest przy tobie. ON każe ci być silną. Nie zawiedź GO. Bądź dla NIEGO dobrą matką. Opiekuj się NIM. Wstań. Weź torbę do rąk. Idź. Prawa noga do przodu. Teraz czas na lewą. Prawa. Lewa. Prawa. Lewa. Uspokój się. Przestań się trząść. To była tylko przeszłość. Wdech. Wydech. Jeszcze raz. Powoli. Postaw prawą nogę do przodu. Postaw lewą nogę do przodu. Prawa. Lewa. Prawa. Lewa. Już prawie jesteś. Jeszcze trochę. Prawa. Lewa. Prawa. To tu. Wyciągnij dłoń. Połóż ją na klamce. Naciśnij. Popchnij drzwi. Cicho wejdź do środka. Nie budź go. Tak słodko śpi. Delikatnie rozpakuj prezent. Połóż to przy nim. Uważaj, żeby się nie obudził. Uważaj... no i nie uważałaś. Obudził się. Powiedz coś.
— Wszystkiego najlepszego skarbie. Masz już rok... dokładnie 365 dni temu uczyniłeś mój świat lepszym... dzięki tobie nie jestem sama... dzięki tobie chce mi się żyć... wszystkiego najlepszego... wyrośnij na takiego wspaniałego człowieka, jakim był Finnick... ale to chyba zależy ode mnie... wszystkiego najlepszego skarbie... życzę Ci jak najwspanialszego życia... a tu... prezent dla ciebie... ode mnie i od... od twojego ojca, Finnicku Juniorze...



Mój skarb rośnie jak na drożdżach. Z roku na rok coraz bardziej przypomina swojego ojca. Tak jak on jest jedyną osobą, która potrafi przywrócić mnie do rzeczywistości, gdy za bardzo odpływam. Jest jedyną osobą, która potrafi wywołać uśmiech na mojej twarzy. Jest jedyną osobą, dla której chce mi się żyć. Teraz ma już dziesiąte urodziny. Właśnie dostał trójząb, za pomocą którego Finnick wygrał Głodowe Igrzyska. Jednak największe znaczenia ma dla niego pewien pluszak, którego dostał na pierwsze urodziny. Dla niego to najważniejsza rzecz pod słońcem, bo niegdyś należał do jego ojca. Są tacy podobni.

_________________________________________________________________________________


Przepraszam, że tak krótko... i raczej średnio, jednak dziś jest dla mnie baaaaaaaaaaaaardzo ważny dzień... znaczy... to są ostatnie minuty moich urodzin... ale środa jeszcze jest... no i z tej okazji chciałam coś wstawić, bo ostatnio rzadko coś dodaję...
Mam nadzieję, że choć trochę spodobała się Wam ta miniaturka i zostawicie komentarze :D
Post na blogu Marzyć każdy może... będzie jutro lub po jutrze :D

niedziela, 4 września 2016

Snily — ,,Zawsze"

Poznał Ją, gdy byli jeszcze dziećmi. Miała ciemnorude włosy i niezwykłe, zielone oczy w kształcie migdałów. Była niezwykła. Odważna. Inteligentna. Wrażliwa. Zdolna. Wyjątkowa. To Ona była pierwszą osobą, której zaufał. Ona była pierwszą osobą, z którą się zaprzyjaźnił. To On wprowadził Ją w świat magii. Powiedział Jej o wszystkim. Siedział z Nią podczas ich pierwszej podróży do Hogwartu. Tak bardzo liczył na to, że trafią do tego samego domu. Mylił się. Gdy Ona usiadła na stołku, Tiara Przydziału ledwie musnęła jej głowy i od razu krzyknęła „GRYFFINDOR!". Kiedy On usiadł na stołku ten stary, głupi kapelusz, nałożony na Jego głowę wrzasnął „SLYTHERIN!". Zostali rozdzieleni. Jednak to nie zniszczyło ich przyjaźni. On nigdy by na to nie pozwolił. Nieważne dla niego było to, że Ona jest w Gryffindorze. Nie patrzył na to, że Jej rodzice są mugolami. On ją pokochał. Za każdym razem, gdy Ona Go przytulała, czuł się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Zdawał sobie sprawę z tego, że są to jedynie przyjacielskie uściski i takie same wymienia Ona ze swoimi przyjaciółkami. Jednak On czuł się dzięki temu wspaniale.
W pewnym momencie swojego życia zainteresował się On czarną magią. Jej się to nie spodobało. Zaczęli się kłócić. Była taka uparta. On nie chciał Jej stracić. Przyznawał Jej rację. Jednak nigdy nie zrezygnował z czarnej magii. Przez swoje zainteresowania poznał nowych przyjaciół. Zaczęli się Oni od siebie oddalać. Mimo to Ona była dla niego najważniejsza.
W końcu i Inny zauważył Jej wyjątkowość. Inny zauważył, że Jej zielone oczy potrafią zahipnotyzować. Inny zauważył, że Jej niegdyś ciemnorude, a teraz kasztanowe włosy idealnie współgrają z Jej oczami. Inny również zaczął się zastanawiać czy Jej malinowe usta, rzeczywiście smakują tymi owocami. On był zazdrosny. Nienawidził tamtego Drugiego. Drugi nienawidził Jego. Dokuczał Mu. Przykrywką była różnica poglądów i przynależność do dwóch rywalizujących ze sobą domów. Wszakże ten Drugi trafił do tego samego domu co Ona. Prawdziwym powodem był wspólny obiekt westchnień — Ona. Jednak ten Drugi był według Niej zbyt niedojrzały i arogancki. Najważniejszy w Jej życiu był On — Jej najlepszy przyjaciel od dzieciństwa, który wprowadził Ją w świat magii, który wspierał Ją, kiedy kłóciła się ze swoją siostrą, który zawsze był przy Niej.
W pewnym momencie życia Jego serce było podzielone. Jedną, większą część zajmowała Ona. Drugą zaś czarna magia i jego koledzy — Śmierciożercy. Zraz po zaliczeniu Standardowych Umiejętności Magicznych, kiedy On wyszedł z sali, udał się na błonia Hogwartu, gdzie miał nadzieję Ją spotkać. Zamiast Niej spotkał tego Drugiego. Ten Drugi jak zwykle zaczął mu dokuczać. W chwili, gdy ten Drugi skompromitował Go najbardziej przyszła Ona. Nie miała wyczucia czasu. Zaczęła Go bronić. Wówczas On — wściekły do granic możliwości — użył wobec Niej okropnego słowa. Nazwał Ją szlamą. Serce pękło Jej na pół. Zranił ją. Kiedy tylko na nią spojrzał, oprzytomniał i pożałował tych słów, lecz czasu nie dało się cofnąć.
Przepraszał Ją. Próbował. Robił wszystko, co było w Jego mocy. Jednak Ona pozostawała nieugięta. Nie wybaczyła mu. Nie chodziło Jej nawet o tamto słowo. Chodziło Jej o to, jaką drogę On wybrał.
Kiedy byli na siódmym roku w Hogwarcie Ona zbliżyła się do tego Drugiego. On cierpiał, kiedy widział Ją razem z Innym. Jednak to, że była szczęśliwa, wynagradzało Mu Jego ból, bo niczego nie pragnął bardziej od Jej szczęścia.
Po ukończeniu Hogwartu On zasilił szeregi Śmierciożerców. Ona zaś wstąpiła do Zakonu Feniksa. Znów stali po przeciwnej stronie barykady. Teraz jednak ich przyjaźń już nie istniała. Ona była z tym Drugim. On związał się z czarną magią.
Przyszedł na Jej ślub. Choć Ona o tym nie wiedziała. Patrzył. Była szczęśliwa. On był jednocześnie zły, smutny i radosny. W końcu nie mogło być inaczej. Jeśli ona się cieszyła On również.
Po jakimś czasie na świat przyszedł Jej syn. Była taka szczęśliwa. On mniej.
Podsłuchał jakąś przepowiednię, która mówiła o Tym, Który Zabije Czarnego Pana. Powiedział o tym Sami Wiecie Komu. Dopiero po jakimś czasie zdał sobie sprawę z tego, że przepowiednia dotyczyła Jej syna. Załamał się. Poprosił o pomoc najpotężniejszego czarodzieja ich czasów, dyrektora Hogwartu — Albusa Dumbledore'a. Dumbledore zgodził się pomóc. On odetchnął z ulgą.
Jednak ktoś zdradził.

Severus Snape właśnie siedział na podłodze w rozpadającym się domu, należącym do Lily i Jamesa Potterów. W objęciach trzymał jej ciało. Tulił ją do siebie, jakby to mogło jej pomóc. Łzy strumieniami płynęły po jego twarzy i opadały na jej włosy. Myślał tylko o tym, jak bardzo chciałby do Niej teraz dołączyć.

 — Wybacz mi, proszę... nie chciałem. Ja... myślałem, że będzie dobrze... kochałem cię... wybacz mi, proszę... — szeptał. Odpowiadała mu głucha cisza. — WYBACZ! NIE CHCIAŁEM! NIE CHCIAŁEM CIĘ ZABIĆ!!! WIEM, ŻE TO MOJA WINA! WIEM, ŻE TO JA CIĘ ZABIŁEM!!! JA CIĘ ZABIŁEM!!! TO MOJA WINA... ALE JA NIE CHCIAŁEM! NIE WIEDZIAŁEM! WYBACZ... — ryknął na cały głos. Jednak przy ostatnim słowie głos mu się załamał. — Wybacz... zawsze cię kochałem... zawsze będę cię kochał. ZAWSZE.


_________________________________________________________________________________


Kolejna miniaturka z Harry'ego Pottera właśnie została dodana. Jak się Wam podoba? :) 
Nie jest to co prawda długa miniaturka, ale mam nadzieję, że mimo to podobała się Wam i wywołała w Was jakieś emocje :) Jak wiecie — chciałam napisać jakąś niezwykle wzruszającą miniaturkę. Nie wiem czy ta mi się udała, ale mam też plan na inną, bardziej wzruszającą... zobaczymy czy mi się uda :) 
Pamiętacie o moim nowym blogu? Pojawiły się chyba same głosy na ,,tak", więc postanowiłam go stworzyć. Jest co prawda jeszcze niedostępny, ale łapcie linka :) Dostępny będzie pewnie jeszcze w tym tygodniu :) 
No dobrze... to chyba tyle :) Mam nadzieję, że ta miniaturka się Wam spodobała i w komentarzu napiszecie mi co o niej sądzicie :) 

piątek, 12 sierpnia 2016

Huncwoci – "Pod żadnym pozorem Huncwotom nie wolno..."

Pogdybajmy sobie.
A co by było gdyby? 
Gdyby Peter nigdy nie zdradził swoich przyjaciół? Gdyby Voldemort nigdy nie istniał? Gdyby Lily i James Potterowie mogli wychowywać swojego syna? 
Cóż... na pewno byłoby ciekawie. Zwłaszcza jeśli Lily musiałaby gdziś wyjść i zostawiłaby małego Harry'ego razem z Jamesem, Syriuszem, Remusem i Peterem. 
Już raz młoda matka popełniła ten błąd i zostawiła syna samego z ojcem i wujkami. Następnym razem postanowiła zrobić listę rzeczy, których czwórka przyjaciół nie może robić pod żadnym pozorem. Lista prezentuje się następująco: 

POD ŻADNYM POZOREM HUNCWOTOM NIE WOLNO:
  1. Zostawiać Harry'ego samego.
  2. Pozwalać Harry'emu bawić się różdżką, któregoś z was, twierdząc, że to "zabawne i zupełnie bezpieczne", bo NIE JEST to ani zabawne ani bezpieczne!! 
  3. Zostawiać Harry'ego w łóżeczku i iść grać w quidditcha, bo "przecież nic się nie stanie jak posiedzi chwilę sam". STANIE SIĘ, A JA SIĘ O TYM DOWIEM!!!
  4. Grać w qudditcha razem z Harrym... wszyscy dobrze wiemy, że mały gra lepiej od Was... a nie chcę słyszeć żadnego płaczu jak wrócę do domu... 
  5. Ukrywać się pod peleryną niewidką, żeby zobaczyć jak Harry zareaguje kiedy znikniecie. Mogę się założyć, że zaraz zacznie się cieszyć... i wcale mu się nie dziwię...
  6. Zamieniać się w zwierzęta. I tak zachowujecie się jak one... poza Lunatykiem. On jest najnormalniejszy z Waszej czwórki.
  7. Magicznie zmieniać pieluchy Harry'ego. Wszyscy dobrze wiemy jak to się skończy
  8. Zbliżać się do lodówki.  
  9. GOTOWAĆ!!!!! (Jak wrócę chcę, żeby dom był cały!!) Obiad jest gotowy. Stoi w lodówce. Lunatyk go odgrzeje. Wam nie ufam. 
  10. Pozwalać Peterowi na zjedzenie słodyczy Harry'ego. Bez obrazy, Glizdku, ale... chyba powinieneś wziąć się za siebie. Niedługo nie zmieścisz się w drzwiach... 
  11. Pojechać z Harrym na przejażdżkę motorem Syriusza... BO JA SIĘ DOWIEM, POTTER!!!
  12. Zmieniać imienia Harry'ego na Elvendork*. I tak, wiem, że to imię zarówno dla dziewczynki jak i dla chłopca... może następnym razem, James.
  13. Zjadać kaszki Harry'ego. Tak Peter... o Ciebie tu chodzi. 
  14. Wysyłać listów do Hogwartu. Nie dręczcie biednej McGonagall!! Wystarczy, że za niecałe dziesięć lat w Hogwarcie pojawi się Harry. Wciąż mam nadzieję, że wda się we mnie... podobno nadzieja umiera ostatnia.
  15. Wysyłać listów do Dursleyów. 
  16. Wysyłać listów do Snape'a. 
  17. W ogóle pisać i wysyłać listów. 
  18. Przygarniać psów z ulicy i potem tłumaczyć mi się mówiąc "Łapa szuka wybranki serca...". Syriuszowi te tłumaczenie nie podoba się tak samo jak mnie. 
  19. Łapać szczurów i tłumaczyć się, że (tym razem) "Glizdogon szuka wybranki serca...". To tłumaczenie nie podoba się ani mi ani Peterowi. 
  20. Wysadzać domu przy Grimuald Place 12. Wiem Łapo, że tylko o tym marzysz. Ale... w obecności Harry'ego? ZAPOMNIJ. 
  21. Opowiadać Harry'emu o kawałach, które robiliście w Hogwarcie. CHCĘ MIEĆ W MIARĘ SPOKOJNE DZIECKO!!
  22. Wysadzić domu. 
  23. Wysadzić podwórka. 
  24. W ogóle wysadzać czegokolwiek! 
  25. Wychodzić na dwór jeśli pada... nie mam ochoty potem zmywać śladów łap szczura, psa, odcisków kopyt jelenia... i śladów butów. 
Dobra... niestety nie jestem tak kreatywna jak Wy, więc tyle zakazów wystarczy. Chociaż mogę się założyć, że następnym razem będzie ich więcej... Po prostu... uważajcie na siebie i na Harry'ego. ZWŁASZCZA NA HARRY'EGO!! 
Całusy, 
Lily


— Rogacz... twoja żona nie pozwala nam się bawić! — stwierdził Syriusz, kiedy tylko zobaczył listę zakazów, wiszącą na lodówce. 
—  Wiem, Łapo. Hmmm... Luniaczku? Masz jakiś pomysł jak obejść te zakazy? W końcu ty zawsze jesteś mózgiem naszych operacji! — powiedział James, błagalnie patrząc na Remusa. 
— Nie wiem czy warto... Lily jest cudowną kobietą, ale... jeśli jej nie posłuchamy może skręcić kark każdemu z nas — oznajmił Remus. 
— To może chociaż ten zakaz ze słodyczami? — odezwał się Peter.
— Wiesz... nie gniewaj się, ale jeśli chodzi o ten zakaz... w stu procentach  zgadzam się z Lily — odpowiedział Lunatyk.
— Tak... nie można się z tym nie zgodzić — dodał Łapa. 
— Wiesz Peter... to czego nauczyłem się od kiedy razem z Lily zostaliśmy parą to to, że... Lily ma ZAWSZE rację — oznajmił Rogacz.
— Ale nie zmienia to faktu, że musimy coś wymyślić... nie możemy przecież się nudzić!!! — powiedział Łapa. — Mam pewien plan... mówić jaki?
— Pewnie będziemy tego żałować, ale mów... — oznajmił Lunatyk.


(parę godzin później, kiedy Lily wraca do domu...)


— POTTER!!! ZABIJĘ CIĘ!! A WY DOKĄD?! WAS TEŻ ZABIJĘ!!!
— No i mamy przechlapane... 


* Jeśli ktoś nie wie o co chodzi z imieniem "Elvendork" to polecam przeczytać "Prequel serii Harry Potter" autorstwa J.K. Rowling.
 _______________________________________________________________________


I za nami pierwsza, ale nie ostatnia miniaturka o Huncwotach!! Jak Wam się podoba? Jest to... no raczej coś hmmm... innego niż piszę zazwyczaj, ale mam nadzieję, że podoba się Wam taka bardziej wesoła  miniaturka :) 
Na początku miałam zupełnie inny plan na tę miniaturkę, ale ostatecznie stwierdziłam, że napiszę coś takiego... jednak tamten plan również zostanie zrealizowany... ale tamta miniaturka wymaga więcej czasu i pracy (tyle samo co inne, dłuższe miniaturki... taaak... miniaturki o Fredzie i George'u tworzyłam baaaaaaardzo długo, bo chciałam, żeby każda była jak najlepiej dopracowana), a ja nie chciałam czekać do września z publikowaniem jakiejś miniaturki, więc napisałam taką :D
Mi pisało się przyjemnie tą miniaturkę i mam ogromną nadzieję, że Wam przyjemnie się ją czytało :) 
Zachęcam do komentowania, byłoby mi niezmiernie miło znać Waszą opinię :)
A jeśli ktoś jeszcze nie widział to zapraszam do zakładki Gamemaker :) 

czwartek, 28 lipca 2016

Romione — "Poszukiwania"



SPOILER ALERT! KTO NIE CZYTAŁ HARRY'EGO POTTERA NIECH UWAŻA!
_______________________________________________________________________

W maju rok po bitwie o Hogwart Hermiona Granger spędzała ostatnie tygodnie w szkole. W tym miesiącu było ostatnie wyjście do Hogsmeade. Dziewczyna oczywiście tam poszła. Umówiła się na spotkanie z Ronem Weasley'em. Para bardzo dobrze bawiła się w swoim towarzystwie. Najpierw poszli do Miodowego Królestwa, gdzie wykupili trzy pełne torby słodyczy. Później udali się do Pubu pod Trzema Miotłami.
— No... tu jest o wiele bardziej romantycznie niż w tej całej Herbaciarni u pani Puddifoot — oznajmił Ron po wypiciu ogromnego łyka piwa kremowego. Hermiona zaśmiała się. 
— Oczywiście, zwłaszcza jeśli romansuje się z piwem kremowym  — oznajmiła dziewczyna, po czym sama wypiła łyka tegoż napoju. 
 — Czy ty mi coś sugerujesz? — spytał Ron, siląc się na poważny ton, lecz zaraz się roześmiał. — Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że jesteś zazdrosna o piwo kremowe? 
— Nie, daj spokój... no może trochę — zaśmiała się Hermiona.
— Wiedziałem... — odpowiedział dumnie.
— Oczywiście, bo kto jak kto, ale ty wiesz wszystko — odpowiedziała ze śmiechem dziewczyna i wzięła łyk piwa kremowego. Ron cały czas patrzył się na nią. Ona odłożyła kufel i chwilę popatrzyła na niego. — Czemu się tak na mnie patrzysz? Jestem brudna? — spytała. 
— Niee... może trochę na nosie, ale nie dlatego. Wiesz... po prostu lubię patrzeć na taką ciebie... — oznajmił rudowłosy młody mężczyzna. 
— Jaką mnie? Brudną? — spytała żartobliwie. Ron zaśmiał się. 
— Nie... na wesołą, żartującą i... — zaczął, lecz ona mu przerwała.
— Szczęśliwszą? — spytała. On pokiwał głową, mówiąc w ten sposób "tak". — Widzisz Ron... jestem szczęśliwa, bo mam ciebie — oznajmiła. — A teraz powiedz mi może co słychać u twojej rodziny? 
— Za wiele się nie zmieniło. Percy jest teraz zastępcą Ministra Magii, ale już nie puszy się jak kiedyś... myślę, że to wszystko dało mu do myślenia. Bill i Fleur przyjeżdżają do nas co tydzień na niedzielny obiad, wszystko u nich w porządku, Bill znów pracuje w Banku Gringotta, chociaż nie wiem czemu ten bank nie jest już uznawany za taki bezpieczny... podobno ma to związek z tym, że rok temu jakaś trójka czarodziejów przy pomocy jakiegoś goblina włamali się do jednej ze skrytek... może o tym słyszałaś? — zażartował. Hermiona uśmiechnęła się i kiwnęła głową, zachęcając go tym samym do dalszego mówienia. Ron westchnął — Charlie siedzi w Rumunii, ale często do nas pisze... ostatnio strasznie ekscytował się jakimś nowym smokiem. Nikt z nas nie rozumie dlaczego. George... nie wiem czy kiedykolwiek uda mu się pogodzić ze śmiercią Freda... potwornie to wszystko przeżywa. Harry mieszka w Norze... chciał się wyprowadzić, ale mama nawet nie chce o tym słyszeć. No właśnie... rodzice są strasznie dumni z Ginny i z Ciebie. Myślę, że jak już wrócicie to chyba zwariują ze szczęścia i dumy — oznajmił Ron. Hermiona uśmiechnęła się smutno. 
 — Tylko, że ja nie wiem czy wrócę... po skończeniu Hogwartu jadę do Australii. Chcę odnaleźć rodziców... wiesz... strasznie za nimi tęsknię — wyznała Hermiona. Jej brązowe oczy zaszkliły się. Ron od razu wstał i objął ją.  
 — Pojadę tam z tobą... nie pozwolę jechać ci samej — wyszeptał w jej włosy. 
— Ron... ja nie wiem ile zajmą mi poszukiwania... nie wiem czy w ogóle uda mi się ich odnaleźć... — powiedziała. Rudowłosy młody mężczyzna uśmiechnął się.  
— Nieważne ile to zajmie... nie chcę cię zostawiać z tym samej. Już razem zachowałem się jak skończony kretyn, kiedy zostawiłem ciebie i Harry'ego jak szukaliśmy horkruksów, a wy na mnie liczyliście... więcej nie popełnię tego błędu. Wyjedziemy tydzień po tym jak skończysz Hogwart, dobrze? — spytał. Mówił pewnie. Hermiona zdawała sobie sprawę, że gdyby zaprzeczyła to mogłaby wywiązać się z tego kłótnia, dlatego przytaknęła. Poza tym... cieszyła się, że miała go przy sobie. Tak bardzo potrzebowała teraz jego obecności. 

Stało się. Hermiona Granger właśnie po raz ostatni wsiadała do pociągu, który osiem lat wcześniej zabrał ją do Hogwartu na pierwszy rok. Właśnie skończyła szkołę. Jak się z tym czuła? Dobrze. Była dumna z siebie i szczęśliwa. Właśnie zamknęła za sobą ważny rozdział ze swojego życia. Jak czuła się z tym? Okropnie. Hogwart był dla niej drugim domem, poznała tam wiele wspaniałych osób, a teraz tak po prostu miała opuścić to wspaniałe miejsce, które wprowadziło ją w świat magii. Z drugiej strony... wiedziała, że już wkrótce znów zobaczy Harry'ego i Rona oraz członków rodziny Weasley, z którymi dawno się nie widziała. Poza tym... już wkrótce miała wyruszyć na poszukiwanie swoich rodziców. 
Dziewczyna, zapatrzyła się w okno i rozmyślała o tym co będzie, kiedy wreszcie ich odnajdzie. Zastanawiała się co im powie po tym jak przywróci im pamięć "Mamo, tato... wybaczcie. Zrobiłam to, bo chciałam zapewnić wam bezpieczeństwo, a w razie gdyby mi się coś stało oszczędzić wam bólu"? Nie... to nie brzmiało za dobrze. Hermiona zdawała sobie z tego sprawę. Myślała o tym i myślała. Nawet nie zauważyła, kiedy przyjechali na peron 9 i 3/4. Gdyby nie to, że Ginny zwróciła jej uwagę, chyba mogłaby zostać w pociągu. 
Na peronie czekali na nich wszyscy Weasley'owie i Harry. Hermiona tak bardzo cieszyła się, że ich widzi, że od razu zapomniała o tym, iż nigdy więcej nie wróci do Hogwartu. Przynajmniej jako uczennica. 
Po przywitaniu się wszyscy wrócili do Nory, gdzie na Hermionę i Ginny czekała niespodzianka. Niespodzianką tą okazało się małe przyjęcie powitalne. Atmosfera jaka tam panowała była wspaniała, można powiedzieć nawet, że magiczna. W końcu jaka miałaby być, jeśli uczestniczyli w niej sami czarodzieje? Wszyscy żartowali... za wyjątkiem George'a, ale zdarzało się, że i ona raz na jakiś czas uśmiechnął się pod nosem. Molly Weasley przygotowała nawet tort w kształcie stosu pergaminów, który zniknął prawie tak szybko jak się pojawił. W pewnym momencie Ron wstał z krzesła. 
— Muszę wam powiedzieć coś bardzo ważnego... — zaczął. Wszyscy spojrzeli na niego z wyczekiwaniem. Hermiona złapała go za rękę — Bo... emmm... ja i Hermiona za tydzień wyjeżdżamy... chcemy odnaleźć jej rodziców... — oznajmił. Przy stole zapadła niezręczna cisza, którą po chwili przerwała Fleur. 
— Ojei... Ron... to bahdzo uhocze, że tak thoszczysz się o Hermionę. Zgodzisz się ze mną, Bill? — spytała. Jej mąż od razu przytaknął. 
— Tak... to... to wspaniale, że chcesz ją wspierać — powiedział Bill. Jednak atmosfera przy stole wciąż była napięta. Próbę rozluźnienia jej podjęła Ginny. 
— A tak zmieniając temat... czemu nie ma tu ciotki Muriel? — spytała dziewczyna. Ron usiadł na miejsce, wdzięczny siostrze za pomoc.  
 — Dokładnie... dawno nie słyszałem, że mam za długie włosy i można mnie z Ginny pomylić — zażartował Ron. 
— Ja bardzo chętnie znów bym usłyszała, że mam fatalną postawę i za chude pęciny — dodała Hermiona. Atmosfera przy stole powoli wracała do normy. 
— Ale za to... zawsze miło jest usłyszeć, że może jest się mądrzejszym niż się wygląda. — Do rozmowy włączył się Harry.
— Przesadzacie... dla mnie jest miła — oznajmił Bill.
— Bo nie jesteś Francuską — zauważyła Fleur i po chwili każdy wybuchł śmiechem. — Nigdy  nie zapomnę jak phzez godzinę tłumaczyła mi jak nosi się tamtą tiahę...
Ten tydzień w Norze zleciał bardzo szybko i wreszcie nadszedł dzień wyjazdu Rona i Hermiony. Cała rodzina Weasley'ów zebrała się na dole, przy drzwiach. Najpierw pożegnali się z Harrym, Ginny i resztą rodzeństwa Rona. Potem z jego rodzicami. 
— Ale wróćcie na Boże Narodzenie... — powiedziała Molly Weasley, tuląc Rona i Hermionę na pożegnanie. 
— Mamo... wrócimy jak uda nam się znaleźć rodziców Hermiony... nie wiem czy wrócimy na Boże Narodzenie... Australia do duży kraj... kontynent czy co to tam jest. Poza tym... będzie tu tyle osób, że pewnie nie zauważysz naszej nieobecności — oznajmił Ron.
 — Wstydź się!! Jak mogłabym tego nie zauważyć?! — kobieta niemal krzyknęła. 
— Będziemy... nawet jeśli nie uda nam się ich znaleźć to wrócimy na Boże Narodzenie. Obiecuję. — Do rozmowy włączyła się Hermiona. Ron spojrzał na nią zdziwiony, a pani Weasley przytuliła ją.
—  Dobrze... jedźcie już... zanim się rozmyślę — powiedziała rudowłosa kobieta. W jej oczach zagościły łzy, ale ona powstrzymywała ich wypłynięcie.
 Ron spojrzał na Hermionę, w ten sposób pytając, czy jest już gotowa. Ona skinęła głową. Wyszli więc z Nory i zamknęli za sobą drzwi. Słysząc jeszcze jak w środku pani Weasley zaczyna płakać.


Poszukiwania rodziców Hermiony trwały już prawie rok. Oczywiście wliczając w to Boże Narodzenie, które zgodnie z obietnicą para spędziła w Norze. Młoda kobieta powoli zaczynała tracić nadzieję na to, że kiedykolwiek uda im się odnaleźć jej rodziców. Po kolejnym dniu spędzonym na bezowocnych poszukiwaniach Hermiona zaczęła się zastanawiać czy jest sens w dalszych próbach.
— Ron? Chyba powinniśmy już wracać... nie uda nam się ich odnaleźć... może wcale ich tutaj nie ma... może są gdzie indziej... — zaczęła. Młody mężczyzna objął ją. 
— Hermiona... znajdziemy ich. Nie możemy się przecież poddać... poza tym... jeśli dzięki temu będziesz szczęśliwa to ja przeszukam cały świat i ich znajdę — oznajmił. — Zrobię wszystko, żeby tylko dać ci szczęście. Wiesz... muszę w jakiś sposób wynagrodzić ci te wszystkie chwile, kiedy przeze mnie płakałaś... 
— Och daj spokój... to było dawno i już nawet tego nie pamiętam... — powiedziała. Ron się zaśmiał. 
— Nie pamiętasz? To czemu tak często mi to wszystko wypominasz? — zapytał ze śmiechem. 
— Oj no bo wiesz... to całkiem fajne zajęcie — zażartowała. Dzięki niemu jej wiara w sens poszukiwań dwójki niesamowicie ważnych dla niej ludzi znów powróciła. 

Odnalezienie państwa Granger zajęło Ronowi i Hermionie dokładnie rok i dwa tygodnie. Po tym czasie dziewczyna wreszcie mogła przywrócić rodzicom pamięć, wytłumaczyć wszystko i nareszcie się uspokoić. Przez cały ten czas Ron trzymał ją za rękę, dodając jej tym samym otuchy.
Po tej ciężkiej i długiej rozmowie Hermiona poszła razem ze swoją mamą na spacer. Ron został z panem Granger w domu.
— Panie Granger? Mogę zadać panu pytanie? — zaczął Ron. 
— Oczywiście — odparł ojciec Hermiony, 
— Widzi pan... ja... nawet nie wiem jak zacząć, bo nigdy wcześniej tego nie robiłem. No ale dobrze... kocham pańską córkę i... chciałbym, aby to ona została moją żoną. Czy... czy zgodzi się pan? — spytał Ron. 
— Jeśli tylko Hermiona zgodzi się oddać ci rękę to ja nie mam nic przeciwko.
— Rękę? Nie żeby coś, ale chyba wolałbym ją całą... — odpowiedział Ron, nie zastanawiając się nad tym co powiedział. Dopiero śmiech pana Granger pomógł mu zrozumieć. Młody mężczyzna sam zaczął się z siebie śmiać. W tym czasie wróciły pani Granger i Hermiona. 
— Z czego się śmiejecie? — spytały chórem. Zarówno Ron jak i pan Granger uspokoili się. Pan Granger spojrzał wymownie na rudowłosego młodzieńca. 
"Dobra... już czas... dam radę." pomyślał Ronald Weasley i wstał. Następnie ukląkł na jedno kolano przed Hermioną i wyjął z kieszeni małe pudełeczko.
— Hermiono Jean Granger... czy... czy uczynisz mi ten zaszczyt i zostaniesz moją żoną?
— Tak. 





_______________________________________________________________________


Jak po tytule (i treści) widzicie... dziś przychodzę do Was z Romione... wiem, że jest to pairing, który nie wszyscy lubią (choć ja osobiście uwielbiam)... dlatego nawet jeśli nie lubicie Romione to mam nadzieję, że miniaturka się Wam spodobała i skomentujecie :)
Ja... nawet nie wiem co o tej miniaturce sądzić... wydaje mi się, że nie jest zła, ale najlepsza też nie (zdecydowanie bardziej dumna jestem z miniaturek o bliźniakach), jednak... tragedii wielkiej chyba nie ma, prawda? :) 
Jest to pierwsza miniaturka o Romione na tym blogu, ale na pewno nie ostatnia, bo jak już pisałam uwielbiam tą parę, dlatego też... mam nadzieję, że następna będzie lepsza :D
Ach... i oczywiście... jeśli ktoś jeszcze nie widział to zapraszam do zakładki Gamemaker oczywiście jeśli ktoś chce dowiedzieć się czegoś więcej o mnie (muszę przyznać, że pisanie treści tej zakładki było dla mnie niesamowicie trudne). Aktualizowałam również zakładkę Polecam!! na blogu o Finnicku i Annie i niedługo znów ją aktualizuję :)
Ostatnia sprawa... mam nadzieję, że w komentarzu napiszecie mi również co sądzicie o tej grafice na końcu miniaturki :) Sama ją robiłam (dziś rano :D) i liczę na to, że również się Wam podoba :) 

czwartek, 7 lipca 2016

"Niech Trybuci Zmartwychwstaną!" + kilka małych ogłoszeń

Myślę, że najlepiej będzie jeśli zacznę od najważniejszego czyli od wydarzenia "Niech Trybuci Zmartwychwstaną".
Oczywiście ja (jak to ja) na wstępie pokrótce wytłumaczę co te wydarzenie ma na celu i dlaczego zdecydowałam się je wspierać. Potem wkleję opis wydarzenia prosto z facebooka :) 

Wydarzenie to ma na celu... no... jakby to powiedzieć swoimi słowami... obudzenie Trybutów (chyba nie muszę tłumaczyć, że Trybuci to fani Igrzysk Śmierci, prawda? :D). Ostatnio nasz fandom trochę przysypia, co bardzo mi się nie podoba. Chociaż... jeśli mam być szczera podejrzewałam, że po premierze ostatniej części może... no... zrobić się cicho w naszym fandomie. Jednak wierzę, że dzięki temu wydarzeniu trochę uda się go obudzić :D
Dlaczego zdecydowałam się wspierać tą akcję? Dlatego, że uważam, iż książki autorstwa Suzanne Collins są nie tylko wspaniale napisane i ciekawe, ale również niosą ze sobą naprawdę ogromny przekaz i... kurcze... przecież nie możemy o nich zapomnieć, prawda? Każda książka, która pomaga nam w inny sposób spojrzeć na świat zasługuje na to, aby zostać zapamiętana przez nas do końca życia, czyż nie? 
Co prawda... uważam, że nazwa wydarzenia powinna brzmieć raczej "Niech Trybuci Powstaną!". Jednak jest to tylko moja opinia :) I nie zmienia to faktu, że wydarzenie to pomoże nam utrwalić miłość do tej trylogii :)

OPIS WYDARZENIA:

"UWAGA! WAŻNE! Jesteś zajęty? Przeczytaj, proszę.
Nie masz czasu? Tym bardziej przeczytaj. Twoje życie to dosłownie jeden wielki grafik? Zatrzymaj się. Weź głęboki wdech. Wydech. Już? Okay, przeczytaj chociaż pierwszy akapit. Nie pożałujesz.

Jeśli to czytasz, to prawdopodobnie jesteś, byłeś/aś lub zapomniałeś/aś, że jesteś trybutem. Spokojnie, można to jeszcze naprawić. Na pewno jesteś prawdziwym fanem / prawdziwą fanką, jeśli dotarłeś/aś do tego momentu. Otóż, administracja grupy „Trybuci-Polska” wpadła na pomysł, by zjednoczyć wszystkich fanów trylogii „Igrzyska Śmierci”. Z naszych obserwacji wynika, że fandom ten nie ma się zbyt dobrze.... Można powiedzieć, że umiera. Stąd nasz pomysł. Ta akcja.

Na czym ona polega? Otóż, każdy kto choć trochę poczuwa się członkiem fandomu, a nie zwykłym, przeciętnym sezonowcem ma obowiązek (powiedziałbym wręcz, że jego honorem jest!) wziąć udział w tym wydarzeniu (kliknąć "wezmę udział"). Do czego to zobowiązuje? Od chwili zgłoszenia, osoba, która to zrobiła ma obowiązek dodawać w dowolnej grupie lub na dowolnej stronie (jeśli na takiej zarządza/adminuje), lub nawet na forum tego wydarzenia CO TYDZIEŃ do końca wakacji przynajmniej jeden post dotyczący igrzysk. Jaki? Nieważne. Ty wybierasz! Dyskusja, ankieta, wykreślanka, pytanie które chciałbyś/chciałabyś zadać Suzanne Collins, COKOLWIEK! Ważne, by fandom ożył, by ludzie znowu zaczęli się jarać igrzyskami. Dobrze wiemy, że jedna iskra jest w stanie wzniecić pożar. Niech tą iskrą będzie właśnie ten post!

Postanowiliśmy również zorganizować podczas wakacji trzy nieobowiązkowe (ale zachęcamy!) dni tematyczne:
22.07.2016 – „Dzień Filmu” – czyli każdy w ten dzień ogląda swoją ulubioną część igrzysk (UWAGA! Wersja hard: możesz obejrzeć wszystkie cztery części; Wersja turbohard: możesz przeczytać swoją ulubioną część) 
 05.08.2016 – „Dzień Wstążki” – czyli każdy zaopatruje się w białą i złotą wstążkę, które może dumnie w tym dniu wszystkim prezentować (UWAGA! Nie musi być wstążka. Masz fandomową czapkę/koszulkę/cokolwiek? Włóż to!)
19.08.2016 – „Dzień Randomowego Trybuta” (UWAGA! Dla odważnych!) – jeśli jesteś w grupie i zaciekawiła cię jakaś osoba albo ktoś skomentował post na stronce dotyczącej igrzysk, napisz do niego (UWAGA! Można po prostu wejść w zakładkę „Członkowie” na dowolnej grupie dotyczącej igrzysk i napisać do kogoś przypadkowego lub do kogoś, kto bierze udział w tym wydarzeniu :D ) 

I niech los zawsze wam sprzyja!

PS Współpracujemy z:
1) Grupami: "Trybuci - Polska", "Kocham Igrzyska Śmierci", "Fandoms"
2) Stronami: "Nie śpię, bo czytam igrzyska śmierci", "Moje serce staje w Pierścieniu Ognia", "Niezgodnych Trybutów Wina"
3) Blogami: http://hungergamesmyworld.blogspot.com/ , zakrconawsloncu.wordpress.com"

Co o tym myślicie? Podoba Wam się ten pomysł? Mam nadzieje, że w komentarzu napiszecie mi co o tym myślicie :)

Oprócz tego... mam kilka drobnych ogłoszeń i pytań... 

1) Jaką miniaturkę chcielibyście teraz przeczytać? 
2) W wakacje postaram się wstawiać coś częściej. Postaram się raz w tygodniu, ale... nie mam pojęcia jak mi to wyjdzie,... dlatego nowe miniaturki postaram dodawać się co najmniej raz na dwa tygodnie. 
3) W weekend zakładka "Gamemaker" zostanie otwarta :) Mam nadzieję, że się Wam spodoba :)




Dziękuję za uwagę i komentarze :)
Pozdrawiam 
love dream 




PS     Zachęcam do komentowania poprzedniej miniaturki, która jest zakończeniem serii o Fredzie i George'u :) Naprawdę jestem dumna z tamtej miniaturki i byłoby mi bardzo miło, gdybyście ją skomentowali :D

środa, 29 czerwca 2016

"Listy cz.4" - Fred i George



SPOILER ALERT! KTO NIE CZYTAŁ HARRY'EGO POTTERA NIECH UWAŻA!
_______________________________________________________________________


Czy to możliwe, że od pamiętnej bitwy o Hogwart, która wciąż toczy się w sercu niektórych z jej uczestników, minęło już dziewięć lat? Najwyraźniej jest to możliwe, bo tak właśnie wskazywał kalendarz. Dziewięć lat. George właśnie wpatrywał się w tę datę z niedowierzaniem, kiedy pobiegł do niego mały chłopiec, który gdyby nie nieco ciemniejszy kolor skóry mógłby uchodzić za młodszą kopię George'a. Chłopiec miał już pięć lat. 
— Tatku, tatku!! Czy mógłbym iść dziś z tobą do wujka Freda?? — zapytał chłopczyk. George uśmiechnął się do niego. Uśmiech mężczyzny nadal nie był do końca prawdziwy, ale nie był już zupełnie pusty, teraz coś zaczynało się w nim czaić. Była to odrobina szczęścia, jaką dawała mu miłość do tego małego urwisa, który w tej chwili wtulał się w jego nogi.
— Na razie jadę do Hogwartu... profesor McGonagall prosiła mnie o kilka rzeczy, pamiętasz? Dopiero później wybiorę się do Freddiego — odparł George, z bólem wymawiając imię brata.
— Ale ja jadę z tobą!! Proszę, proszę, proszę!!! — Nie poddawał się chłopiec.
— Do Hogwartu jadę sam, ale potem cię zabiorę, obiecuję — powiedział George.
— Dobra, ale jeśli oszukujesz i mnie nie zabierzesz to się zemszczę — oznajmił chłopiec i już po chwili ruszył radosnym krokiem w stronę swojego pokoju.


Hogwart nie zmienił się od czasu, kiedy George razem z Fredem postanowili opuścić go w spektakularnym stylu. No... może jednak trochę się zmienił... przecież po bitwie musiał być odbudowywany... ale nie zmienia to faktu, że wszystko zostało perfekcyjnie odwzorowane. 
George przemierzał teraz razem z profesor McGonagall korytarze, które niegdyś przemierzał razem z bratem. W sercu czuł ból. Wszystko tu kojarzyło mu się z Fredem. Wszystko. Każdy mały skrawek Hogwartu, który został przez nich odkryty za sprawą mapy Huncwotów. 
— Dziękuję za pomoc, George. Sama chyba nie byłabym w stanie wymyślić żadnych ciekawych atrakcji na dziś wieczór, a wiesz... nie chciałbym,  żeby ta uroczystość była smutna... w końcu dziewięć lat temu zwyciężyliśmy nad Voldemortem — oznajmiła nowa pani dyrektor Hogwaru. 
— Ma pani rację, pani profesor, ale... niech pani nie będzie na mnie zła, jeśli nie będę cieszył się razem z innymi. Dziewięć lat temu straciłem większą część siebie — odpowiedział George, a łzy zalśniły w jego brązowych oczach. George robił wszystko co mógł, aby z nich nie wypłynęły. Profesor McGonagall spojrzała na niego ze smutkiem. 
— Mi też ich brakuje, George. Brakuje mi profesora Dumbledore'a, który zawsze wiedział co powiedzieć, brakuje mi Lily Potter, która była jedną z najodważniejszych Gryfonek, brakuje mi Jamesa, Syriusza, Remusa i nawet Petera, którzy tak jak wy zawsze robili każdemu jakieś żarty, brakuje mi Colina Creevey'a, który był niesamowicie uparty, brakuje mi Tonks i jej... drobnej niezdarności, brakuje mi Freda i Ciebie, bo razem zawsze byliście radośni, pozytywni, uśmiechnięci i swoim optymizmem potrafiliście zarazić każdego, nawet jeśli nad naszymi głowami wisiała wizja wojny. Nie ma nawet jednego dnia, żebym o nich... o was nie myślała — wyznała kobieta, a z jej zielonych oczu wypłynęło kilka łez.


George znajdował się teraz na Wieży Astronomicznej. Jedną ręką opierał się o barierkę, w drugiej trzymał zdjęcie, na którym był razem ze swoim bratem bliźniakiem. Z jego brązowych oczu toczyły się ogromne łzy. Wszystko mu się przypomniało.

Hogwart. Chwila przed rozpoczęciem bitwy. Wieża astronomiczna. Na sam szczyt wchodzą rudowłosi bliźniacy. Weasley'owie. Stają przy barierce. Pochłaniają wzrokiem każdy fragment błoni Hogwartu. Wiedzą, że po bitwie nic nie będzie już takie samo. Dlatego też starają się zapamiętać każdy najdrobniejszy szczegół. Patrzą na wszystko co ich otacza, a w ich głowach pojawiają się wspomnienia wspaniałych lat, które spędzili w tej szkole oraz żartów, które robili zarówno uczniom jak i pracownikom szkoły. 
Słychać już jak Hogwart przygotowuje się do walki. Tylko to. Poza tym jest cicho. To tylko cisza przed burzą. George zauważa, że jego brat bliźniak z niepokojem wpatruje się w niebo. Postanawia przerwać milczenie. 
 — W porządku, Freddie? — pyta, spoglądając na brata. Ten jednak nie odrywa wzroku od gwiazd. 
 — Tak — odpowiada cicho i z drżeniem wypuszcza powietrze. George rozumie, że Fred denerwuje się tym co za chwilę może się zdarzyć. 
 — U mnie też — oznajmia George, szturchając brata w ramię. Obaj spoglądają na siebie i uśmiechają się. Wiedzą, że dopóki są razem to świat powinien czuć strach przed nimi, a nie oni przed światem. 

Teraz nadszedł czas na napisanie kolejnego listu do Freda. To najlepsze miejsce. To najlepszy moment. George wyjmuje z kieszeni kawałek pergaminu i pióro. Rozkłada je na barierce i pisze.


Drogi Freddie, 

To znów ja. Wiesz gdzie jestem? Jestem w Hogwarcie. Dokładniej na Wieży Astronomicznej. To tu widzieliśmy się po raz ostatni. Ty ostatni raz widziałeś mnie. Ja ostatni raz widziałem Twoje oczy, wiecznie uśmiechnięte, radosne i pełne życia oczy. Kiedy widziałem je potem... były puste. Tak bardzo puste. Tak boleśnie puste. Przypomniała mi się nasza ostatnia rozmowa. Ostatnim słowem, które usłyszałem od Ciebie było "tak". To zarazem najlepsze jak i najbardziej bolesne "tak" w całym moim życiu. Dlaczego najlepsze? Bo wypowiedziane przez Ciebie. Dlaczego najbardziej bolesne? Bo to było ostatnie skierowane do mnie "tak", które padło z Twoich ust. Nieważne.
Hogwart wcale nie zmienił się za bardzo. Co prawda był odbudowywany, ale wszystko odtworzono perfekcyjnie... wiesz... pod oknem ciągle jest ogrodzone linami kieszonkowe bagno. Ron twierdzi, że to nasz pomnik. Jednak... już wkrótce odsłonią drugi pomnik. Twój pomnik. Twój i wszystkich poległych w bitwie. Wiesz kiedy jest to "wkrótce"? Dziś. Dokładnie w dziewiątą rocznicę. Dlatego też po tym jak odwiedzę Ciebie (tak na marginesie przyjdę z moim synem. Chłopak Cię uwielbia. Chyba odziedziczył to po mnie), pójdę na trzy godziny do pracy, a potem do Hogwartu na odsłonięcie pomnika i świętowanie. Ja oczywiście świętował nie będę, bo nie mam co, ale obiecałem McGonagall, że się pojawię. Nasza nauczycielka od transmutacji jest naprawdę bardzo dobrą dyrektorką w Hogwarcie. Powiedziała, że uczyła się od najlepszych. Nieważne. 
Wiesz... po tych kilku latach milczenia wreszcie porozmawiałem z Angeliną... zdecydowaliśmy, że najlepiej będzie jeśli się rozstaniemy. To było do przewidzenia. Nie odzywałem się do niej od czasu tamtej narady. Żałuję tylko jednego. Żałuję, że zdecydowałem się na tą rozmowę dopiero wczoraj. Angelina jest świetną kobietą, a ja zmarnowałem kilka lat z jej życia. Źle postąpiłem. Powinienem porozmawiać z nią od razu po powrocie do domu, a ja przeniosłem się po prostu do pokoju gościnnego. Postanowiliśmy również, że jutro porozmawiamy z dziećmi o naszym rozstaniu i to dzieci zdecydują z kim będą chciały zostać. Osobiście uważam, że lepiej dla nich będzie jeśli zostaną z Angeliną. Ona będzie w stanie nauczyć ich szczęścia, nie to co ja. Poza tym... może dać im o wiele więcej niż ja. Bo Freddie... powiedz mi... ale tak szczerze co ja mogę im dać? Co mogę im ofiarować? Nie będą mieć żadnego pożytku z mieszkania ze mną, a chcę dla nich jak najlepiej. Kocham ich. Może nie potrafię kochać tak bardzo jak przed Twoją śmiercią, bo zabrałeś połowę mojego serca ze sobą, ale te dzieci kocham wszystkim co z mojego serca pozostało. One naprawdę są wspaniałe. Fred chyba udał się w Ciebie. Poza tym... on Cię uwielbia. Nawet Cię nie poznał, a traktuje Cię jak bohatera. Traktuje Cię tak jak ja. Zresztą nieważne. 
Wiesz... stoję tu na tej wieży i mam wrażenie, że jak się do Ciebie odezwę to mi odpowiesz. Mam wrażenie, że przeniosłem się w czasie (nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym to zrobić). Jednak ja nie zamierzam się teraz do Ciebie odezwać, bo wiem, że jak to zrobię to nie usłyszę Twojej odpowiedzi, a jak odwrócę głowę w stronę, po której wydaje mi się, że stoisz to Cię nie zobaczę. A to złudzenie, że może jesteś obok mnie jest tak piękne i tak bardzo mnie uszczęśliwia, że nie chcę, żeby skończyło się za wcześnie. Zdaję sobie sprawę z tego, że jednak będę musiał znów poczuć ten okropny ból w sercu i tę pustkę, bo zaraz będę już kończył ten list. 
Profesor McGonagall też za Tobą tęskni. Powiedziała mi to dziś. Tęskni nie tylko za Tobą, ale i za mną, bo wie, że bez Ciebie nie ma prawdziwego mnie. Wiesz... czasem zastanawiam się co Ty zrobiłbyś na moim miejscu. Czy szybko pogodziłbyś się z moim brakiem? Nauczyłbyś się, żyć beze mnie? Potrafiłbyś być szczęśliwy? Bo ja nie. Nie pogodziłem się z Twoim brakiem. Nie nauczyłem się żyć bez Ciebie. Nie potrafię być szczęśliwy. Wiem, że wykazałeś się ogromną odwagą biorąc udział w tej bitwie. Wiem, że stałeś się bohaterem. Wiem, że zginąłeś z uśmiechem na ustach, ale Fred... szczerze? Wolałbym, żebyś był tchórzem i przeżył tę walkę. Ja nadal bym Cię kochał. Nieważne. 
Nasz sklep ma się dobrze. Prowadzę go razem z Ronem i Ginny. Chociaż, kiedy Ginny nie może to zastępuje ją Harry. Jednak sklep nie jest już tak dobry jak kiedyś. Ostatnio jakiś mężczyzna powiedział mi, że najlepsze żarty sprzedawaliśmy jeszcze przed bitwą o Hogwart. Odpowiedziałem, że wiem to. Powiedziałem, że to dlatego, że najlepsze pomysły miałem razem z Tobą, Fred. Nieważne. 
Tęsknię za Tobą. Strasznie tęsknię. A Ty? Tęsknisz za mną? Kocham Cię Freddie. Bardzo Cię kocham. Dziś list jest krótki. Następny napiszę za rok. 
George
(nie mylisz się. Nadal nie potrafię spojrzeć w lustro)

George schował pióro do kieszeni. Przeczytał jeszcze dwa razy list, ocierając przy tym swoje łzy, aż w końcu postanowił włożyć list do koperty. Popatrzył jeszcze przez parę chwil na wszystko co go otacza i postanowił wrócić do zamku, aby pożegnać się z Profesor McGonagall. Nie zauważył tylko jednego. Kiedy chował za pazuchę list, który przed chwilą napisał, wypadło mu zdjęcie z Fredem. Zdjęcie zostało porwane przez wiatr.


Widok grobu Freda wciąż był dla George'a niesamowicie bolesny. Łzy wypływały z jego oczu, a on nie potrafił ich powstrzymać, choć robił wszystko co w jego mocy, aby nie pokazywać synowi swojego cierpienia. Jednak to było od niego silniejsze. Przyzwyczajenie także. George podszedł do nagrobka i pogładził palcami litery wyżłobione w kamieniu.
— To znów ja, Freddie. Przyniosłem ci list — wyszeptał i położył kopertę na nagrobku. 
— Tatku? Co to za koperta? — dopytywał się mały chłopczyk.
— To list. Ja... co roku piszę do Freda listy i... mam do ciebie prośbę... jeśli... jeśli by mnie kiedyś zabrakło... pisz do niego listy. Dobrze? — prosił George, nie odrywając wzroku od liter na nagrobku.
— Dobrze, ale... co mam pisać w tych listach? — spytał pięciolatek. 
— Wszystko — odpowiedział George z oczami pełnymi łez.


Po odprowadzeniu chłopca do domu George postanowił przejść się do pracy. Pomyślał, że spacer dobrze mu zrobi. Szedł właśnie ulicą Pokątną, zbliżając się do Magicznych Dowcipów Weasleyów, kiedy przypomniał sobie o ostrzeżeniu, które zostało wysłane dziś rano. Musiał chwilkę pomyśleć czego te ostrzeżenie dotyczyło. Chyba mieli burzyć jakiś budynek... ale o której godzinie? Dwunasta? Nie, chyba nie. Trzynasta? Chyba też nie. George nie zdążył porządnie się zastanowić, gdy usłyszał krzyk jakiejś kobiety.
— Niech pan ucieka! — krzyczała.
Chciał odwrócić się w jej kierunku, żeby sprawdzić czy zwracała się do niego. Jednak nie zdążył. Budynek, obok którego właśnie przechodził zaczął się zawalać, przygniatając George'a gruzami.
Ludzie podbiegli do niego tak szybko jak tylko mogli, lecz było już za późno. Kiedy go odkopali spod sterty gruzu on wpatrywał się w niebo i dał radę jeszcze wydusić z siebie
— Idę do ciebie, Freddie. Wreszcie... — Wtedy płomyk życia w jego oczach zgasł i nie dało się go ponownie zapalić. 
Czy cierpiał? Nie. Nie czuł żadnego bólu. Nie miał żadnych zmartwień. Uśmiechał się, a jego uśmiech po raz pierwszy od dziewięciu lat był prawdziwy, szczery i pełny.
Widział Freda. To właśnie brat bliźniak pomógł mu wstać i otrzepać się z pyłu. Zaraz potem George spojrzał w dół. Zobaczył mężczyznę. Miał rude włosy. Twarz steraną życiem, ale jednak uśmiechniętą. Przypominał Freda, choć był trochę starszy. George dopiero po chwili uświadomił sobie na kogo patrzy.
— Czy ja... — zaczął, ale pytanie uwięzło mu w gardle i za nic w świecie nie mógł go wykrztusić. 
— Tak — odparł Fred, a George dopiero wtedy zdał sobie sprawę z tego, że nie słyszał głosu bliźniaka od wielu lat. — Dlatego mnie widzisz.
— Mama mnie zabije — jęknął George nawet nie zastanawiając się nad tym co powiedział. Dotarło to do niego dopiero jak Fred się zaśmiał.
— Akurat o to bym się nie martwił... chociaż jeśli mam być szczery o tym samym pomyślałem dziewięć lat temu — oznajmił Fred. — Tak w ogóle... nie obraź się braciszku, ale jednak jesteś kretynem. Miałeś wspaniałą rodzinę, a ty spędziłeś dziewięć lat na opłakiwaniu mnie. Powiedz mi... po co?  
— Och... a co ty byś zrobił, gdybyś był na moim miejscu? — spytał George, unosząc brwi.
— Szczerze? Najprawdopodobniej bym się zabił... albo "przypadkiem" zginąłbym w walce — odpowiedział Fred. — Ale ja... nie jestem dobrym przykładem, dobra? I cieszę się, że ty tego nie zrobiłeś, tylko próbowałeś jakoś żyć dalej. A teraz... chodźmy stąd. Tonks pewnie będzie chciała wypytać cię o Teddy'ego — oznajmił Fred z uśmiechem na ustach. George jeszcze raz spojrzał na swoje ciało. 
— Czekaj... powiedz mi... czy... — zaczął, ale Fred dobrze wiedział o co brat chciał go zapytać, więc nie pozwolił dokończyć mu pytania. 
— Nie, Georgie. Wyglądasz jak dziewięć lat temu. Nie jak teraz. Od razu uprzedzę twoje kolejne pytanie... wyglądasz tak dlatego, że to wtedy tak naprawdę umarłeś. Umarłeś za życia. Tak. Pytałem o to Dumbledore'a — powiedział. — A zresztą nieważne. Ważne, że nadal jesteś przystojny! No... nie tak jak ja, to oczywiste, ale jesteś przystojny. 
 — Naprawdę? A macie tu jakieś lustra? Ach... nieważne. Potem sprawdzę. Teraz powiedz mi... komu najpierw wykręcimy jakiś kawał? — spytał George. 
— Nie martw się tym braciszku. Mamy na to jeszcze całą wieczność — odparł Fred.  
George uśmiechnął się do niego promiennie i pozwolił mu objąć się ramieniem. Wtedy razem ruszyli w dal. Obydwoje radośni, bo po wielu latach rozłąki wreszcie mogli być razem. Bliźniacy Weasleyowie ostatecznie znów byli obok siebie. Tym razem już na zawsze.





_______________________________________________________________________



I oto kolejna (i ostatnia... chyba, że chcielibyście jakiś mały bonusik do tej miniaturki...) miniaturka z serii "Listy" o Fredzie i George'u. Moje pytanie... co o niej myślicie? 
Tak wiem... wszyscy są źli na Rowling za zabicie Freda (ja również jestem za to zła :') ) a tu nagle... BAM! I taka love dream wyskakuje ze swoją marną miniaturką i uśmierca w niej George'a... po prostu... brak słów. Ale... zanim mnie zaatakujecie i ruszycie na mnie z produktami do ciasta (jak ktoś nie wie o co chodzi to odsyłam do rozdziału 108 na blogu o Finnicku i Annie) to posłuchajcie (albo... poczytajcie) moich tłumaczeń. A więc... wybaczcie, ale nie potrafię sobie wyobrazić, żeby życie George'a bez Freda mogło być długie i szczęśliwe... poza tym... ten pomysł chodził za mną już dawno. Po prostu... musiałam. To koniec moich tłumaczeń. 
Mam nadzieję, że miniaturka ogólnie jest całkiem znośna i się Wam podoba :) Naprawdę bardzo zależy mi na Waszej opinii, bo bez Waszej opinii... raczej się niczego nie nauczę.
No i... co myślicie o tym obrazku na końcu miniaturki? Sama robiłam (wiem, że nie jest idealny, ale ja się dopiero uczę) i jestem ciekawa Waszej opinii :)
Ach... a te wspomnienie znów jest sceną z filmu... bo... oj... no się popłakałam jak oglądałam i musiałam to napisać :D